poniedziałek, 20 marca 2017

Wiosenny spacer ze Słonimskim



Wiosenny spacer ze Słonimskim

Miała być wiosna
Miały być słońce i nadzieja
Wielkie plany do spełnienia

Śnieg zasypał szczelnie sumienia
Stoję bez płaszcza Konrada
Zupełnie jak Clint Eastwood
Tuż przed południem
(Zupełnie mroźnym
Typowo polskim
Południem)
W szerokim nad wyraz rozkroku
Bez choćby nawet narzutki z reserved

Nigdy bardziej nie czułem
Że zostałem sam
Z poczuciem niespełnienia
Zadziorem paznokcia
Nie do wygryzienia

~~ Mateusz Wróbel

niedziela, 12 lutego 2017

Niedostarczony telegram



Niedostarczony telegram

Dlaczego patrzysz w nic jak gdyby nic już nie miało się stać
Dlaczego ty i ja to jedynie suma dwóch
Niemogących znaleźć wspólnego mianownika
Samotności
Namiętności
Którym przyszło w całej rozpaczy tego świata na ziemię spaść

Tli się w moich myślach jeszcze numer telefonu
Milczy cisza
Milczy też przez ciebie we mnie
I dokąd to nas zaniosą wspólne choć tak osobne wędrówki
Do granic tożsamości
Kosmosu którego sąsiedztwa przepaści strzegą miriady snów
Nigdy niewypowiedzianych słów i potworny apetyt
Na nieżycie

Teraz to jest twoja chwila
Te kilka minut z którymi możesz zrobić to tylko co zechcesz
Choć oboje dobrze wiemy że to nie dla ciebie

Tobie przecież smutek
Westchnienie
W ciemny dzień cichy deszcz
Przeglądanie nie swoich zdjęć sprzed lat
Kiedy było łatwiej
Piękniej
Z większą dozą emocji
Bez nieistotnych zmartwień
Których tobie przyszło zostać matką

~~ Mateusz Wróbel


poniedziałek, 6 lutego 2017

Wiersz znaleziony w dzienniku szkolnym



Wiersz znaleziony w dzienniku szkolnym

Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć to się starzeję
I nie ma już czasu na łzy i pot
Być może to co powiem to będzie śmieszne
Jak śmieszny jest nasz wszystkich los
Lecz póki co to wcale nie chcę
Mówić wielkich słów lub gmerać dłońmi
W rynsztoku przykładów
Chcę szklaneczkę alkoholu
I obserwować kolejkę tych
Którym złudzeń życia nie dość jest jeszcze
Jeszcze mnie stać na ironię (zarabiam dwa dwieście)
Jeszcze mnie stać

Mateusz "MrCrowley" Wróbel

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Dzięki bogu nie wszedłem tym wierszem w politykę



Dzięki bogu nie wszedłem tym wierszem w politykę
Nie można się wciąż oszukiwać
Ironia i groteska to przywilej demokracji
Nadszedł czas by wrócić do starych poczciwych baśni
Gdzie bohaterowie są
Albo na wskroś źli
Albo na wskroś dobrzy

Po co?

Choćby po to by nikt nie wpierał nam
Że białe jest czarne a czarne jest białe
Bo to przecież niezdrowo tak jest

Coraz częściej mówią że Smok nie śpi
Póki co czai się z daleka i
Szykuje ustawy
Pracuje nocą
Wyczekuje z obawą śmiałka
Co kotów Prezesa się nie lęka

O niego – boże głuchy – cały lud błaga
A co poniektórzy z uchem przy ziemi
Coraz mniej pokornie czekają
Z pięściami jak zęby zaciśniętymi

~~ Mateusz Wróbel