wtorek, 8 stycznia 2013

Gdy głosów słyszę tysiące cz.2


„Gdy głosów słyszę tysiące cz.2”

Wyją wyjące
dyszą i sapią
głosów tysiące
historie nieopowiedziane
niezrozumiałe
zamiast snu
bajki
tysiąca i jednej śmierci
spuentowane dzikim szmerem
języka nocy
Chodź
opowiem Ci bajeczkę
o nocy bez snu
krwistych plamach na pościeli
i nadgryzionej skórze na nadgarstkach
w noce takie jak ta
czuję się jak Chrystus
otwierający umysł
jak niebo dla przerażonych
zaglądam głęboko
i nic
strach tylko wyczuwam
i napięcie przedśmiertne
choć oddziela mnie jeszcze
żal za tych co wyją nocami
w mej głowie
tak mi przykro, że nie jestem Chrystusem
może gdybym był
miałbym więcej sił na bycie wśród żywych
błagam o sen


donki chote

Gdy głosów słyszę tysiące cz.1


„Gdy głosów słyszę tysiące cz.1”

Gdy mrok słania kurz
w letargu setek dusz
coś dyszy pod czachą
w pokoju pełnym ciszy
i słyszę te głosy
jak głosy umarłych
jak ognie piekielne
i wycia upartych
co zasnąć nie mogą
jak ja
bo dzwony im dzwonią
za  życia w nie bili
w tej głuszy okropnej
paskudnej i krwistej
nie ma spokoju
noc wypala blizny
krzyki opętanych
słyszę tysiące
coś gardła im zdziera
w melodii kojącej
uszy zbawiciela
co zasnąć nie umiał
bo w głębi istnienia
mózg zaczął wyć z bólu


donki chote

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Przełom



Przełom

Śnieg zasypał całe miasto
Schizma nadeszła
Jest godzina 20:58
Świat o tej porze roku
O tej porze dnia zdaje się być
Prostszy wyraźniejszy:
C           b
       i           Z
                 a         A
          R            ł
    N           y
           O
I nawet jest lżej
Bo nieba nie ma
  ga również
I powiem że lżej
Jest godzina 20:58
Schizma nadeszła
Śnieg zasypał całe miasto

~~mrcrowley

sobota, 5 stycznia 2013

tego nie powiedział Alkohol



tego nie powiedział Alkohol

rozdwojony jestem gdy wieczorem
raczej środkiem nocy wracam środkiem
drogi – nocy – niemocy – zbyt czuły
na dramatyczny spektakl mnie gdzie
kurtyna nie kończy sztuki a bardziej zaczyna
i wrócę prędzej czy później i zobaczę siebie
obnażę siebie w suchym lustrze przedpokoju
i rozdwoję – roztroję – rozpotwornię się w sobie
przed sobą w głowie wielogłowa mątwa
moja klątwa podwodna wszechobecna nawet na dnie
wanny – mantra

chronię się pod sklepieniem czaszki – skroni
i mówię palcami na szybie że boli
a łóżko rozumie rozumie. Nie – nic rozumie
geometrycznie rozmnażam się w sobie
aż miejsca na mnie we mnie brakuje
już zapomniałem od miesiąca czym jest oddech
a psuję się od dłoni – nie jak ryba – niestety
bo wszelkie dobro od niemych pochodzi i głuchych
tak pisał pewien poeta a ja piszę na lustrze tłuste wyrazy
wykarmione ludzkim ojcowskim mięsem
patrzeć tylko jak mnie ogryzą rozgryzą zagryzą
i szepną szeptem do cichej kości:
nie ma miłości

~~mrcrowley