sobota, 11 sierpnia 2012

Kierunek: Plac Miarki


Kierunek: Plac Miarki

W tramwaju ludzie śmierdzą
Śmierdzą ich słowa i spojrzenia
Głaszczą powiekami powietrze głaszczą
Rozmazują przykrą rzeczywistość

Zgrzyta tramwaj wraz z zębami
I trzeszczą barierki – kości szczęki
Liczę z wolna sekundy coraz wolniejsze
Choć tak ich wiele do końca udręki

Dedykuję Donki Chote'owi, poecie, który równie pesymistycznie patrzy na otaczający mnie świat.

~~mrcrowley

wtorek, 7 sierpnia 2012

Psy, rasa: człowiek (czyli wiersz nie o tym, że Boga nie ma !)

Psy, rasa: człowiek (czyli wiersz nie o tym, że Boga nie ma !)

Biegną zaciekle psy śmiertelne
bez przyczyny, bez smyczy, bez pana
nie ma Pana

Psy z natury są wierne
lecz też gonią <bez przyczyny> ogony, nie pana
nie ma Pana

Wyją też do księżyca, niebu wierne
i wołają siebie wzajemnie i pana
lecz nie ma Pana



donki chote

piątek, 3 sierpnia 2012

Coraz mniej czasu tracimy na sen


Coraz mniej czasu tracimy na sen

Ścigam piersi wszechwidzącym
Pryzmatem rozporka wzrokiem
Bieleją wśród śniegu ciała
Zrywam białe grona grzechu

Omdlała zapachem krwi zaczekaj
Piłą marzeń uwolnię twój orgazm
A kołyskę ud skosztuję opuchłym językiem
Skora do ciszy jest ta mgła wśród burzy

Zmysłów których wszechwielka broni tama
Która kością mą w biel bić nie pozwala
Lecz już wkrótce ja i ty tam gdzie pod sufit
Wędrują nieprzytomne oczy

Krew to moich skroni pulsuje w lędźwi kołowrotach
I pędzi wciąż pędzi machinę okrutną
Wtem spazm nawiedził orchideę twarzy
Czas spłynął łzą ołowianą w dół po pośladkach

Sen niech się przyśni nam słony
Sen dla powiek tak lepki

~~mrcrowley 

wtorek, 31 lipca 2012

Nieromantyczna improwizacja z 31 lipca 2012


Nieromantyczna improwizacja z 31 lipca 2012

"Pierś miał zbroczoną posoką, 
 Bo w tej piersi jest ran wiele: 
 Straszne cierpi on katusze, 
 Tysiąc mieczów miał on w ciele, 
 A wszystkie przeszły - aż w duszę. 
 Śmierć go chyba z ran uleczy"
/A. Mickiewicz, Dziady cz. III/

Spójrz na mnie wzrokiem dotąd nieznającym łez
I ujrzyj tę bliznę wiecznie krwawą siną i nabrzmiałą
Wrzód serca oddanego na wieczność wytrwałości
Wierze w ten dobry czas niemogący być przecież tak dobry do końca
A jednak z odkrytą piersią przedzieram się przez ten gąszcz myśli
Puszczę niczyjemu sercu tak słabo znaną kościołowi moich piersi
Którego imię tylko ustom mym jest znane

Sączy się
Zimna stopom posoka
Lepka i ciemna jak myśl której niedanym było widzieć słońca
Której imię chłodne i wilgotne nieznające szczęścia ni miłości
Klęcząca przyklękiem nierządnicy żądnej jedynie pokarmu ciała
Kiedy dusza w nicości cierpień jest była i będzie smagana
Cierniem zwątpień i złudnych pragnień kiedy Ja

Kiedy Ja martwe zdawać by się było od pokoleń
Jedynie serce wiecznie krwawe zdaje się bić marsza
Pijanego niezgodą na fantasmagorię oczu
Oddanych w niewolę wszechzłemu światu
A na imię niech mi będzie Kordian
Mimo bólu i zwątpienia nie zwątpiłem w serce

Poświęcam L. J. Grafomanowi wciąż mając w pamięci jego "Koniec" czytany głosem pełnym przejęcia nocną porą

~~mrcrowley